Zniknąłeś, jakby cię w ogóle nie było.
Zniknąłeś jak słońce, które przykrywają ciemne, deszczowe chmury.
Zaczynam się zastanawiać czy za rękę nie łapał mnie wiatr, czy nie
całowałam się z powietrzem i czy nie przytulałam mojego dużego,
pluszowego misia? Wiążąc się ze mną wiedziałeś, że jestem dużym
dzieckiem, że lubię się śmiać bez powodu, lubię oglądać bajki, zawsze
mam
coś w rekach i nie umiem wysiedzieć na miejscu. Wiedziałeś, że wszędzie
mam łaskotki i to perfidnie wykorzystywałeś. Miałeś świadomość tego, że
będąc ze mną musisz równocześnie być moim opiekunem. Moim ukochanym
tatusiem, który zapinał kurtkę, kiedy zrywał się wiatr. Wiedziałeś że
kiepsko flirtuję, a okazywanie innym uczuć przychodzi mi z nad wyraz
wielką trudnością. Ale wiedziałeś, że potrafię kochać, kochać jak
dziecko...bez powodu, tak niewiarygodnie mocno i bezwarunkowo.
Wiedziałeś , że będąc ze mną nie będzie łatwo. Jednak w to wszedłeś,
lecz nie wytrzymałeś. Rozumiem. Jeszcze nikt nie wytrzymał.
Najpierw był ból. Cholerny ból, który
rozwalał mnie od środka, mnóstwo łez, pretensje do całego świata i do
siebie. Za to, jaka byłam głupia i naiwna. Za to ,że mu wierzyłam i
ufałam. Bezsensu. Serce rozjebane. Choć staram się to ukryć, nie bardzo
mi to wychodzi. Potem zjawiła się złość no niego, za to , że wszystko
zepsuł i tak mocno zranił. Postanowiłam. Nie chcę się już wiązać. Bo po
co? Żeby cierpieć? Obejdzie się. Nie pozwolę , aby ktokolwiek dostał się
w moje serce. Teraz pozostaje zaakceptować rzeczywistość i pogodzić się
z nią. Odizolować się od świata i stworzyć swój własny, do którego nikt
nie wrąbie się z buciorami. Zapomnieć o tym wszystkim. Poddać się. Bo
nic innego nie pozostało. Ukryć tą tęsknotę i ból na widok jego oczu,
spoglądających za inną. Będzie ciężko, ale postaram się. Muszę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz