Wczoraj słońce schowało się za chmurami
nienawiści, smutku i tej pieprzonej beznadziejności. Zawalił się cały
świat. Wszystko co dotąd dawało mi szczęście odeszło, już nigdy nie
wróci... trzymam się, choć serce wyrywa się z klatki piersiowej, widząc
twoje smutne oczy spoglądające w moją stronę .wieczorem sprawdzam
komórkę, wiadomości, cokolwiek...szukam jakiegoś znaku życia...
istnienia... czytam stare, nic nie warte sms-y, w których to mówiłeś,
jak bardzo kochasz . siedzę oparta o łóżko w wyciągniętym podkoszulku,
bez żadnych perspektyw , celów, planów na lepsze jutro. siedzę w
rozmazanym tuszu, bo po co starać się wyglądać perfekcyjnie? już nie ma
dla kogo. każdy kolejny wieczór jest coraz gorszy, coraz idiotyczniej
się czuję. nie wiem na co czekam. może gdzieś w głębi serca liczę na to,
że będzie tak jak dawniej. nie ma już nas. pozostały tylko łzy , które
czasem spływają po policzku i spadają na pozostałe szczątki mego serca.
Te , które ocalały pod ogromem twych raniących słów...
Czasem lubię się schować, udawać że mnie nie
ma. Odizolować się od świata tego wielkiego gówna.
Zamknąć się w sobie , udając obojętność. Wtedy odkrywam ile dla kogo
znaczę. Bo jeśli komuś na mnie zależy to zrobi wszystko żeby być przy
mnie w tym momencie. Nic nie powie. Pomilczy razem ze mną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz